wlasnosc
      

Biuro Detektywistyczne Michał Jarzyński arrow Komandosi z Dziwnowa
   

21.10.2017.
Komandosi z Dziwnowa


Dziwnów , malowniczo położona miejscowość nad morzem, kolebka polskich komandosów—1 Batalion Szturmowy . Początkowo od 1964 r. supertajna jednostka o charakterze dywersyjno-rozpoznawczym do działań małymi grupami na tyłach wroga. /zadanie do jej rozpoznania otrzymał min. szpieg CIA Jerzy Pawłowski/ W skład takiej grupy wchodzili zwiadowcy, saper, radiotelegrafista , a niekiedy nurek. Zadaniem grupy najczęściej było rozpoznanie lotnisk, baz rakietowych, tras dyslokacji wojsk. W razie zaistnienia takiej potrzeby dokonanie aktu dywersji, czy sabotażu przy wykorzystaniu miejscowej ludności. Wśród znawców tematu działań wojsk rozpoznawczo-dywersyjnych 1 bsz w Dziwnowie /JW 4101/ nazywany był polskim SPECNAZEM.

Charakter zadań jednostki oraz przeprowadzane szkolenia odcisnęły piętno na ludziach służących w tej jednostce, którym nie brakowało inwencji, wyobraźni, odwagi i waleczności. Dowódcy stali murem za żołnierzami. Jak trzeba było dla ratowania ich życia, narażali własne. Dowódca kompani specjalnej kpt. Roman Żołnowski zimą popłynął po skaczącego z samolotu swojego żołnierza, który miał pecha, że wylądował ze spadochronem na środku jeziora. Żołnierze cenili swoich dowódców, im bezgranicznie ufali. 

Nie zawsze było pięknie i zabawnie, niektórych ponosiło, lecz okazywało się , iż los sprzyja zuchwałym. Tak było z sierżantem Tadeuszem Szpiecem, którego za rozróby w knajpach dowódca chciał zwolnić. Na jednych z pokazowych ćwiczeń sierż. Szpiec po wyskoczeniu ze śmigłowca do jeziora i rozminowaniu pola minowego /jak on to zrobił ?/ z pękniętymi okularami i zakrwawionymi oczami zamiast zwolnienia otrzymał od uczestniczącego w ćwiczeniach ministra wyższy stopień na chorążego.

Niektórym żołnierzom nawet w czasie ćwiczeń nie wystarczało adrenaliny, Podczas ćwiczeń w okolicach Solca Kujawskiego /m.Kabat/ przyszedł do mnie sierżant Jerzy Pawlak z kompanii płetwonurków /byłem w jednostce oficerem kontrwywiadu/ i stwierdził, że należałoby „zdobyć języka” u miejscowej ludności. Pojechaliśmy motorem w mundurach polowych do najlepszego wówczas /1976 r./ hotelu „Helios” w Toruniu, gdzie na dole w piekiełku bawiliśmy się do rana. Na początku doszło do zgrzytu,  bo ówcześni portierzy nie chcieli wpuścić zwykłych żołnierzy w mundurach polowych na salę, gdzie bawiło się wykwintne towarzystwo, lecz to udało się przełamać Okazało się, że jednym z kelnerów jest były żołnierz sierż..Pawlaka, który z najwyższymi honorami kazał nas wpuścić . O świcie przedzierając się przez siły przeciwnika /od Torunia do Bydgoszczy były wojska dla których my jako komandosi byliśmy wrogiem/ dotarliśmy do własnego zgrupowania wiedząc co się dzieje w dużym mieście obok i śledząc po drodze ruchy wojsk.

Komandosi z Dziwnowa mieli wysokie notowania w polskim wojsku. Na wspólnych ćwiczeniach z innymi formacjami, występując jako przeciwnik, obawiano się ich jak ognia.. Marzeniem każdego podchorążego, absolwenta Wyższej Oficerskiej Szkoły Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu, było służyć w tej jednostce. Udawało się to nielicznym. Czerwony beret, plakietka spadochroniarza na ramieniu zmieniał osobowość , dodawał skrzydeł, wyzwalał w każdym żołnierzu moc wcześniej u niego nieobecną. Działała magia, nie zawsze prowadząca w dobrym kierunku. Kadra musiała panować nad wszystkim. Szczególną postacią wśród kadry był ppłk. Jan Łabuszewski-zastępca dowódcy jednostki ds.liniowych. Był dla żołnierzy jednocześnie , w jednej osobie, dobrą kochającą matką i surowym, wymagającym ojcem. Dał temu wyraz generał Jan Kempara w przedmowie do książki Huberta Królikowskiego pt.: „1 batalion szturmowy „ dziękując Janowi Łabuszewskiemu za to. Osobiście podzielam ten pogląd. Jan był i jest moim serdecznym przyjacielem. To pod jego opieką oddałem w 1 batalionie szturmowym w Dziwnowie swój pierwszy skok spadochronowy. Stało się to w imieniny Jana, co wspólnie później świętowaliśmy bawiąc się do białego rana w Międzywodziu. 

Komandosi z Dziwnowa poza tym, iż byli świetnie wyszkolonymi żołnierzami, potrafili się odnaleźć w każdej sytuacji. Umieli się również świetnie bawić we własnym towarzystwie. Co ciekawe nie było wówczas podziału na stopnie i miejsca na tytuły, zwracano się do siebie po imieniu. To jeszcze mocniej integrowało.

Komandosi byli magnesem dla pięknych kobiet w których budzili miłość i poczucie bezpieczeństwa. Przyciągali do siebie ponieważ mieli to coś czego inni nie mają , a mianowicie wyobraźnie i fantazję oraz odwagę. W 1978 r. zwróciła się do mnie jedna z pierwszych narzeczonych Jerzego Kalibabki /szerzej znanego z filmu „Tulipan”, którego fabuła była oparta na jego historii/ mówiąc, iż się go bardzo boi. Mieszkała nad samym brzegiem morza tuż przy plaży. Kalibabka działał z zaskoczenia. Zakradał się do niej w nocy znienacka od strony morza i wydm i tą samą drogą uciekał / za drobne przestępstwa był wówczas poszukiwany przez milicję/. Nigdy nie wiadomo było kiedy przyjdzie. Uspokoiłem ją mówiąc, iż Kalibabkę w razie czego biorę na siebie. Okazało się, iż takiej potrzeby nie było. Nigdy nie doszło do konfrontacji pomiędzy mną , a Kalibabką /dziwne nazwisko dla mężczyzny/. Ja w 1980 r. odszedłem z Dziwnowa, a Kalibabka z małej, lecz pięknej miejscowości jaką jest Dziwnów /ma swój niepowtarzalny urok/ wypłynął na szerokie wody. Ruszył w Polskę, krusząc opór, łamiąc serca i rujnując życie wielu kobiet, które w sobie rozkochał i które mu bezgranicznie zaufały. Grabiąc wszystko co miały wartościowego: biżuterię, pieniądze niektórym z nich pozostawił prezent na całe życie w postaci dziecka /podobna ma ich 28/.

Kadra 1 batalionu szturmowego miała specyficzne podejście do życia i ówczesnych narzuconych przez obowiązującą ideologię standardów. Zakazane wówczas przez politruków i aparat partyjno-polityczny piosenki śpiewane były przez kadrę w środku sezonu letniego, wśród przebywających do Dziwnowa , z całej Polski wczasowiczów, bez żadnego lęku przed konsekwencjami. Wśród piosenek były takie tytuły jak: My, pierwsza brygada, Czerwone maki pod Monte Casino. Szczególnie ta ostatnia pieśń miała wśród komandosów swoją wymowę. Nie chciałbym znaleźć się na miejscu, w roli stonki – tak nazywano najazd na Dziwnów wczasowiczów, takiego, który spróbowałby przy tej piosence zatańczyć na parkiecie. Wynik był z góry przesądzony. Dużo na ten temat mógłby powiedzieć komandos-radiotelegrafista, historyk Adam Nogaj, który nawiasem mówiąc był jednym z animatorów ich publicznego śpiewania. Nie wiem czemu do tej pory milczy. Adamie, kolego wzywam Cię do działania.


1 batalion szturmowy w Dziwnowie był jednostką w dużym stopniu skadrowaną. Niemniej to żołnierzom służby zasadniczej 1 batalion szturmowy zawdzięczał swą wieczną młodość. Oni nadawali tej jednostce swoistej, ciepłej barwy i wyrazistości. Tutaj nikt się nie oszczędzał w myśl zasady „więcej potu na ćwiczeniach mniej krwi w boju” . Byli i na zawsze pozostaną dumni, iż służyli w tej jednostce, wbrew niepoważnym, często ostatnio czynionym zarzutom, iż to oni dokonali inwazji w 1968 r. na Czechosłowację. Po latach pamięcią często wracają do wspomnień z okresu służby w 1 batalionie szturmowym. Żywym tego przykładem jest kpr.rez. Dariusz Chwalborski z Łodzi, który służbę w tej jednostce w kompanii łączności wspomina z dumą i nostalgią twierdząc, iż był to piękny rozdział w jego życiu i niezła szkoła życia. Po latach podmokłe, porośnięte trzciną miejsce ćwiczeń /pola ryżowe w Dziwnowie/, czy też lotnisko w Śniatowie, obozowisko w Jaworzu, Zieleńcu, Kirach nabiera nowego blasku, rodzi wspomnienia.

Pozdrawiam wszystkich komandosów i ich rodziny. Szczególny hołd składam już nieżyjącym komandosom i ich rodzinom.. Pozdrawiam rodzinę tragicznie zmarłego dowódcy 1 batalionu szturmowego śp. Tadeusza Wandzla. Pozdrawiam wszystkich dowódców 1 batalionu szturmowego, w tym szczególnie tych z którymi się osobiście znałem tj. płk. Andrzeja Krawczyka, płk. Zenona Pietkiewicza, płk. Andrzeja Prusa. Dowódcom tym dziękuje za wspólnie spędzone chwile i wspomnienia.
Przy okazji składam hołd wszystkim zmarłym i poległym w działaniach bojowych komandosom i ich bliskim. 

PS. Aktualnie tradycje i zadania bojowe 1 Batalionu Szturmowego w Dziwnowie  kontynuuje  1 Pułk  Specjalny  Komandosów  w  Lublińcu    JW 4101 /obecnie występujący pod nazwą Jednostka Wojskowa Komandosów /JWK Lubliniec.

 


kpt.Michał Jarzyński

 

Na zdjęciu od lewej: Dowódca 1 batalionu szturmowego ppłk. Zenon Pietkiwicz, w środku oficer kontrwywiadu por. Michał Jarzyński oraz zca ds. politycznych jednostki kpt. Tadeusz Sawicki

Zieleniec narty

Radiotelegrafista

Płetwonurek kpr. Klepacki

Żołnierz służby zasadniczej

Zakopane, wspinaczka

Od lewej oficerowie:Adam Wierzejski, Ryszard Czerkawski, Michał Jarzynski, Andrzej Trocewicz. Roman Żołnowski 

Komentarze

You must javascript enabled to use this form

Ja byłem w Dziwnowie w 1975-6 w GAJU podchorążym SOR a Jarzyński był podporucznikiem w wojskowej bezpiece i robił mi krzywdę

Napisał zbigniew, dzień 11/25/2016 o 12:34

pamiętam zieleniec i placówkę WOP w 1967r mam kontakt z Andrzejem Krawieckim z plutonu transportowego chętnie spotkam się z kolegami z lat 1967-1969 dziwnów

Napisał kazimierz żołnowski, dzień 03/17/2017 o 18:35

Fajne czasy kompania płetw 77/79 pseudo Jankes .

Napisał Janusz Grajewski, dzień 07/13/2017 o 20:31

< Poprzednia strona  1  2  3 
Strona 3 z 3 ( 33 Komentarze )

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Copyright © Biuro Detektywistyczne Aleksander Michal Jarzynski>

 Design by
PanMedia Wszelkie prawa zastrzeżone
Statystyka generowana przez PanMedia